__________________________________________________________________________
Zbudzona rześkim podmuchem porannego wiatru, leniwie zwlokłam się z łóżka, starając się wykonać tę czynność jak najciszej tak, aby nie przeszkodzić Amelii w twardym śnie.
Zgarniając z półki garderoby strój piłkarski w rażąco czerwonym kolorze, udałam się do łazienki, w celu zażycia chłodnego prysznica. Ściągnęłam z siebie piżamę, weszłam do kabiny i rozkoszowałam się cudowną chwilą beztroskiego spokoju, kiedy w końcu mogłam przemyśleć sobie najważniejsze sprawy. Przede wszystkim musiałam dać z siebie wszystko podczas treningu i pokazać Kloppowi, że można mi zaufać i obarczyć nawet najcięższymi obowiązkami podczas których miałam szansę pokazać nieco bardziej stanowczą i skupioną stronę pozornie potulnej Gabi . Chciałam też uświadomić drużynie, żeby nie zapominali o tym, że jesteśmy tu w roli prywatnego psychologa i w każdym momencie służymy pomocą ale nie w robieniu kanapek czy noszeniu zapasu piwa do pokoju, takiej psychicznej.
Kiedy zdałam sobie sprawę, że mój "minutowy" prysznic trwa o wiele za długo, owinęłam się cieplutkim ręcznikiem, ekspresem odziałam moje ubranie i wykonując pośpiesznie fryzurę, weszłam z powrotem do pokoju.
- Już wstałaś? - spytała półgłosem Amelia, energicznie pocierając zaspane powieki.
- Tak sklerotyczko, mam dzisiaj prowadzić trening, bo Jurgen wyjechał na konferencję - poinformowałam dziewczynę i lekko musnęłam jej policzek w geście powitania.
- Nic mi nie mówiłaś o żadnym treningu... - mruknęła, marszcząc brwi. - Nieważne. Idę się ogarnąć, a za piętnaście minut możemy zejść razem na śniadanie, dobrze? - spojrzała pytająco w moją stronę.
- Jasne, ale pamiętaj piętnaście minut. Nie chcę wyjść na spóźnialską - odpowiedziałam z pretensją, na co Nowaczyk wywróciła lekceważącego młynka oczami i zaszyła się w pomieszczeniu, które przypominało w tamtej chwili domową saunę.
Po zjedzonym śniadaniu sprężystym krokiem udałyśmy się w stronę Westfalenstadion, na którym o dziwo nikogo nie było.
Pewnie nieroby siedzą w szatni - pomyślałam i zaczęłam powoli rozpakowywać sprzęt ze schowka. Po upływie kilku minut na murawie pojawiły się niewyraźne sylwetki zmizerowanych piłkarzy, którzy wyglądem bardziej przypominali wyczerpanych robotników niż wytrzymałych sportowców. Uśmiechnęłam się szyderczo do siebie i zaczęłam powoli realizować mój plan.
- Ktoś chyba zapomniał rano łyknąć rutinoscorbin - powiedziałam z kąśliwym uśmieszkiem, patrząc na ich szare twarze.
- O, widzę, że humorek od rana dopisuje... - mruknął Marcel i gniewnie łypnął w moją stronę. - Ty mi lepiej powiedz gdzie jest Klopp? - spytał.
- Wyjechał na jakieś spotkanie i poprosił mnie, żebym się wami zajęła frajerzy - wyjaśniłam nieco głośniej i zrobiłam kwaśną miną widząc, jak ich oczy zabłysnęły w przypływie entuzjazmu.
- No to dzisiaj mamy trening w wersji light - ucieszył się Marco, rozkładając się plackiem na podłożu.
- O wersji light to ty sobie pomarzyć możesz, nie ma zmiłuj się, do szeregu Reus! - krzyknęłam wojowniczo, chcąc doprowadzić blondyna z fryzurą inspirowaną wkurzonymi dudkami, do porządku.
- Gabrysia, co ty...
- Gabrysia? - popatrzyłam na niego z dezaprobatą i pokręciłam głową. - Reus, od kiedy my jesteśmy na ty? - spytałam z powagą w głosie, na co reszta piłkarzy popatrzyła po sobie zdezorientowana.
- Żartujesz sobie? Jak mamy do ciebie mówić? Szanowna pani trener? - zakpił Robert i popatrzył na mnie z frustracją.
- Taka nazwa mi odpowiada. Jak widzisz, Lewandowski, myślenie nie boli i jest całkiem przydatną funkcją - uśmiechnęłam się ironicznie, splatając ręce na karku. - A na dobre rozpoczęcie dnia dziesięć kółeczek gratis, do roboty kochani - wypowiedziałam, śmiejąc się w duchu z ich rozżalonych min.
- Co ty robisz? Mówisz poważnie? Oni patrzą na ciebie jak na wariatkę! - Amelia również była zaskoczona moim niecodziennym zachowaniem.
- Tak, poważnie. Niech wiedzą, że u Trener Kochmańskiej panuje surowa dyscyplina - oznajmiłam i zaczęłam obserwować ich nieudolne próby truchtu.
Po upływie czternastu i pół minuty ( dokładność mojego zegarka jest niezawodna ) przede mną znowu pojawili sie piłkarze Borussii.
- No widzicie jak ładnie uporaliście się z zadaniem - pochwaliłam chłopaków, na co ich twarze odrobinę się rozjaśniły. - Teraz możecie wziąć piłki i poćwiczyć podania, drybling, a na koniec rzuty z autu i karne - poinstruowałam, podając im worek.
Po skończonym treningu wszyscy z drużyny z grobowymi minami udali się do szatni. Nie byli w stanie nawet zamienić ze mną choćby jednego słowa, tak im dałam w kość, jednak mi to nie przeszkadzało. Przynajmniej będą solidnie przygotowani do następnego meczu.
Związując włosy w niedbałego koka, podeszłam do przyjaciółki, objęłam ją ramieniem i zagaiłam:
- Niezły wycisk dostali, prawda?
- Niezły? - wybałuszyła oczy ze zdumienia - On był okropny. Teraz nie będą chcieli z tobą rozmawiać - stwierdziła i założyła niesforny ciemnych włosów kosmyk za ucho. - I pewnie dlatego nie sprzątnęli piłek - zauważyła i wskazała głową na porozrzucane po murawie przedmioty.
- Zaraz ich opieprzę, co to za zachowanie! - warknęłam i skierowałam się w kierunku przebieralni.
Stuknęłam nerwowo dwa razy w solidne drzwi, ale kiedy za trzecim odpowiedziała mi ponownie głucha cisza, bez wahania wparowałam do środka. Moim oczom ukazały się półnagie ciała piłkarzy, którzy dumnie paradowali w bokserkach.
- Przyszłaś nam pogratulować cudownie wykonanej roboty? - Mario rozłożył z nadzieją ręce , oczekując na to, że za chwilę utonę w jego uścisku. Błędne przewidywania, Gotze.
- Nie przesadzaj - żachnęłam się. - Przyszłam was opierdzielić za to, że nie schowaliście rzeczy do schowka, lenie. Mógłby ktoś to zrobić? Ja od tego nie jestem... - mruknęłam niezadowolona.
- My też nie... - Reus liczył na to, że jak odezwie się cicho, to tego nie usłyszę. Jednak ta odpowiedź na jego nieszczęście doszła do moich uszu, za co obrzuciłam go morderczym spojrzeniem. Później się z nim rozprawię. Wtedy do szatni znienacka weszła Amelia.
- Przestańcie, nie zachowujcie się jak dzieci! Kto sprzątnie te piłki, będzie mógł się przespać z panią trener! Jest o co walczyć! - zawołała radośnie i z impetem zamknęła drzwi, chcąc uchronić się od mojego ataku. Odwróciłam się ze złością na pięcie i spojrzałam na nich ze zrezygnowaniem.
- Mario idź, bo nagrody nie dostaniesz! - krzyczeli jeden przez drugiego, ze śmiechem wskazując palcem na osłupiałego pomocnika, stojącego w kącie.
- Jesteście pierdolnięci, sama je pozbieram, dzięki wielkie - warknęłam i nie zwracając na ich wołania , wyszłam na zewnątrz.
Na dworze panował jesienny chłód, a nad soczysto-zieloną murawą wisiała ciężka mgła.
Rozjątrzona usiadłam na trybunie i zaczęłam wpatrywać się w stadion. W pewnej chwili usłyszałam czyjeś kroki i miarowy oddech, a potem 36,6 stopni, siadające obok mnie.
- Wszystko w porządku pani trener? - ponętny głos Gotzego doszedł do moich uszu, wywołując tym samym falę niezidentyfikowanego afektu.
- Daj spokój - padła odpowiedź.
- Pomóc ci ze sprzątaniem? - zaoferował.
- Jak chcesz, ale bez nagrody, nie wyobrażaj sobie za dużo - zaznaczyłam i z uśmiechem wstałam z miejsca, podając mu rękę - Chodź.
*
Po powrocie do pokoju bez zastanowienia walnęłam się na łóżko i próbowałam przemyśleć istotne sprawy. Tak, próbowałam, bo po kilku sekundach moje próby zostały brutalnie zakłócone przez Amelię, która zapalczywie całowała się w łazience z Robertem.
- Moglibyście wymieniać się tą śliną trochę ciszej?! - zawołałam i wcisnęłam twarz w poduszkę, chcąc zatamować potok napływających do oczu łez.
- Gabrysia? Co tu ty robisz? - Nowaczyk raptownie oprzytomniała i usiadła obok mnie, trzymając za rękę ukochanego.
- Mieszkam - odparłam z ironią. - A ty chyba powinnaś stąd wylecieć za twoją durną wypowiedź w szatni.
- Nie kochaliście się? Myślałam, że to poskutkuje... - posmutniała. - No cóż, trzeba będzie wymyślić coś innego.
- Nie kochaliście się? Myślałam, że to poskutkuje... - posmutniała. - No cóż, trzeba będzie wymyślić coś innego.
Już miałam ją skarcić, ale przeszkodził mi w tym Wojtek, który z wyszczerzem wparował do naszego pokoju i wygodnie rozłożył się obok mnie.
- Czyżby panią trener męczyło napięcie przedmiesiączkowe? - zaśmiał się i objął moją talię ramieniem.
- Zjeżdżaj stąd, chyba, że znudziło ci się oddychanie prostym nosem - warknęłam i obróciłam się do okna.
Dlaczego cały świat jest przeciwko mnie? Najpierw ci nieudacznicy zostawiają bajzel na stadionie, potem Amelia wyskakuje z jednoznacznym tekstem, który powoduje krępację u mnie i Mario, a teraz Szczęsny próbuje rozweselić mnie swoimi głupkowatymi żartami. Armagedon!
- Oj widzę, że Kochmańska nie ma dzisiaj dobrego humoru - zauważył. - A co powiesz na miłe spędzenie tego wieczoru w fantastycznym towarzystwie? - spytał z nadzieją w głosie.
- Masz na myśli popijanie kawy i grę w szachy razem z bandą tych rozwścieczonych bawołów, tak?
- Oczywiście - uśmiechnął się ironicznie. - Nikt inny nie chciał do ciebie przyjść, bo bał się, że wróci w częściach do pokoju.
- I słusznie - mruknęłam. - Przyjdziemy o osiemnastej, a teraz wypieprzaj, chcę pobyć sama - dodałam, zrzucając bramkarza z łóżka.
__________________________________________________________________
Wiem, wiem. Beznadziejny, krótki i spóźniony - te 3 epitety nasuwają wam się na myśl po przeczytaniu tekstu na górze. Przepraszam, ale ostatnio nęka mnie brak weny. W ogóle mam do dupy humor i chyba muszę zdać z niego relację, bo dłużej nie wytrzymam. Może wy mi poradzicie...
Kocham nogę całym sercem i cholernie chciałabym nauczyć się grać. Oczywiście, umiem tam takie podstawowe rzeczy, ale czuję, że to też jest do bani. Nie wiem jak robić dobre podania, drybling, rzuty. Krótko mówiąc jestem do niczego, a mój wiek dyskwalifikuje możliwość zaczęcia nauki "od zera" ( taa. piętnastka na karku -.- ).
Jest u mnie w mieście jeden klub, do którego mogę chodzić i trochę chodziłam, ale są tam treningi dziewczyn, które grają na poziomie zaawansowanym, a ja jedyna jestem początkująca i rozwalam im zajęcia.
Nie umiem wykonać ich ćwiczeń, więc trener musi mi je specjalnie tłumaczyć, a w dodatku one trochę krzywo na mnie patrzą i mam wrażenie, że kpią w duchu.
Co myślicie? Chodzić dalej, czy zrezygnować? Trener powiedział, że jak najbardziej mogę kontynuować, ale nie chcę też być dla innych ciężarem...
Jeśli ktoś to przeczytał - dziękuję. Kocham was <3
Czekam na komentarze, 3majcie się, buziaki :*