czwartek, 27 czerwca 2013

6 - Hard party.

Prawdę mówiąc byłam wniebowzięta, kiedy Mario spytał, czy do nich przyjdziemy. Od tamtego momentu na mojej twarzy siedział szczery uśmiech, który zwiastował dobre samopoczucie. Cieszyłam się jak małe dziecko, które dostało lizaka na myśl o tym, że mam u niego szanse, ale uważam, że była to radość uzasadniona. Dodatkowo idąc korytarzem, zarażałam swoim optymizmem każdego, kto mnie minął. Czułam się cholernie usatysfakcjonowana. Weszłam do naszego pokoju, rzucając torbę treningową w kąt i położyłam się na łóżku. Po upływie paru minut z łazienki wyszła Amelia, paradując w pełnej okazałości w białym, kusym ręczniku i z turbanem na głowie.
- Co się tak szczerzysz jak głupi do sera? - spytała, wybuchając ironicznym śmiechem.
- Ty też byś się szczerzyła, gdybyś właśnie rozpoczęła nowy rozdział swojego życia w tak perfekcyjnym stylu! - odparłam i znowu się uśmiechnęłam. 
- To nie pozostaje mi nic innego, jak cieszyć się twoim szczęściem!- podbiegła do mnie, składając delikatnego buziaka na policzku.
Szybko ściągnęłam z siebie spocony strój piłkarski i wskoczyłam pod zimny prysznic. Maleńkie, chłodne strużki wody, przyprawiające mnie o dreszcze całkowicie zregenerowały zmęczone treningiem ciało. Narzuciłam ręcznik, włosy związałam w warkocz i wyszłam z pokoju. Widok, który tam zastałam całkowicie zbił mnie z tropu. Zbił - to za mało powiedziane, zszokował. Na wielkim łóżku siedział Mario, Marco, Robert i Wojtek, który mierzyli mnie zboczonym, obrzydliwym spojrzeniem w którym dostrzegłam nutkę ... zafascynowania (?). Na pewno nie był to przyjemny moment. Z krępacji ścisnęłam mocniej ręcznik i dwukrotnie zamrugałam. Im tylko jedno w głowie...
- Co...wy...tutaj...do...cholery... - wysyczałam przez zęby, patrząc na nich ze złością.
- Eee... nie chciało nam się czekać na ciebie, więc chłopaki wymyślili, żebyśmy przyszli do was. Mówiłem im, że to niedobry pomysł, że będziesz zła, że... że... - Mario próbował jakoś załagodzić sytuację, ze zdenerwowania co chwila przeczesując włosy. - Bardzo się gniewasz?... Nie miało tak wyjść...
Wyglądał cholernie słodko taki skrępowany, że miałam ochotę do niego podejść i przytulić z całej siły, co z pewnością wywołałoby u niego spore zdziwienie.
- Nie, nie jestem zła, tylko proszę was, dajcie mi się ubrać... - westchnęłam i z dezaprobatą pokręciłam głową. Zdjęłam z szafki ubrania i pomaszerowałam z powrotem do miejsca, w którym teraz było pełno pary, pełznącej po lustrze. Narzuciłam na siebie jeansową koszulę, czarne rurki i białe conversy, a stylizację dopełniłam czerwonym full capem. Zrobiłam lekki makijaż i wróciłam do piłkarzy, siadając między dwoma Niemcami.
- To może opowie nam pani coś o sobie, pani psycholog? - zaśmiał się Wojtek i wlepił we mnie wzrok.
- Skoro nalegacie, niech będzie - odchrząknęłam cicho.
- To czym się interesujesz? - do rozmowy wtrącił się Marco.
- Głównie piłką nożną i fotografią, ale bardzo też lubię zwierzęta - uśmiechnęłam się do niego.
- A który klub lubisz najbardziej? Borussię? - zagadał Mario.
- Tak, jestem jej fanką odkąd skończyłam 10 lat - odparłam zadowolona - A od 5 roku życia gram w piłkę i muszę przyznać, że jestem dosyć dobra w te klocki. - dodałam z szyderczym uśmiechem.
 - To mieliśmy szansę zauważyć na treningu! Jesteś naprawdę niesamowita! - przyznał Wojtek i posłał mi ciepły uśmiech, którego po prostu nie dało się nie odwzajemnić.
- Dobra oszczędźcie dziewczynie tych komplementów, bo za chwilę się zarumieni - Marco puścił oczko w moją stronę. 
W chwilę później do pomieszczenia wparowała Amelia, cała obładowana reklamówkami z różnych sklepów odzieżowych. Wyglądała jakby, przemierzyła wzdłuż i wszerz całe Niemcy, chociaż tak naprawdę wyszła tylko na niewinne zakupy.
- Wy tu sobie gadu-gadu, a ja wlokę się przez pół Dortmundu sama z tymi ciężkimi torbami i nikt nie raczy mi pomóc. - bąknęła, odstawiając zdobycze na ziemię.
- Po co to wszystko kupiłaś? - zdziwiłam się. - Będziesz miała więcej bagażu do dźwigania. - zauważyłam.
- A zastanów się w czym pójdę na dzisiejszy bankiet? Nie wzięłyśmy przecież żadnych sukienek ani szpilek... - odparła zdenerwowana.
- Jaki bankiet? O czym ty mówisz? 
- Nie powiedzieliście jej? - Amelia rozpaczliwie rozłożyła ręce. - Dzisiaj wieczorem jest mała impreza, na której klub świętuję ostatnią wygraną...  - wyjaśniła, zwracając się do mnie.
 - ... i właśnie dlatego tutaj przyszliśmy, ponieważ Mario bardzo chciał, żebyś z nim poszła... - dokończył za nią Robert, uśmiechając się od ucha do ucha.
Niepewnie popatrzyłam na młodego Niemca, który odetchnął z ulgą, jakby bał się sam mi to oznajmić. 
- To zgodzisz się? - spytał nieśmiało, obdarzając mnie jednym ze swych najpiękniejszych uśmiechów, który doprowadzał mnie do czystego szaleństwa.
- Jak mogłabym się nie zgodzić! Bardzo dziękuję za zaproszenie! - powiedziałam i przytuliłam go, na co reszta kolegów popatrzyła po sobie znacząco. 
Około dziewiętnastej do drzwi naszego pokoju ponownie zapukał Mario i Robert. Obaj wyglądali nieziemsko przystojnie. Wygładziłam przód kremowej sukienki, którą miałam na sobie i spojrzałam na Gotzego.
Ten wyciągnął w moim kierunku ramię i powoli zaprowadził mnie do sali. Wokoło dudniała klasyczna muzyka, kręcili się rozmaici ludzie w garniturach, a w powietrzu zawisł smakowity zapach dań, przygotowanych specjalnie dla ważnych gości. Poczułam się jak księżniczka, która przyszła na ucztę do pięknego zamku. Nigdy nie byłam nad wyraz bogata, więc takie rzeczy wywierały na mnie spore wrażenie.
Razem z Mario, Amelią i resztą drużyny usiedliśmy w kącie przy sporym stole. Chłopacy od razu poszli po coś do zjedzenia, a moja przyjaciółka zaczęła prowadzić luźną rozmowę z Lewandowskim. Ja również wymieniłam kilka zdań z moim towarzyszem, jednak naszczęście szybko przerwał to nadchodzący Szczęsny z półmiskiem wypełnionym krewetkami. 
- Bon appétit! - powiedział z francuskim akcentem i uśmiechając się, usiadł do stołu.
Kiedy skończyliśmy jeść, ludzie zaczęli wychodzić na parkiet. Część z nich, ku mojemu zdziwieniu, była już nieźle wstawiona, czego nie spodziewałam się po tak prestiżowych bankietach. Wojtek rytmicznie podrygiwał razem z Robertem i Am do jakiejś wesołej piosenki, Mats i Marco żywo dyskutowali o przyszłym sezonie piłkarskim, Roman i Illy zabawiali panienki, a ja siedziałam z Mario przy stole i wpatrywałam się w tę kolorową scenerię. W pewnym momencie z głośników zaczęły leniwie wypływać dźwięki pięknej, wolnej piosenki. Zauważyłam, że większość mężczyzn nisko pokłoniła się swoim partnerkom, chcąc zaprosić je w ten sposób do tańca. Robert także wykonał ten ruch, by już po chwili sunąć po parkiecie z Amelią. Falujące w ruchu falbany drogich sukni, balony podwieszone do sufitu, kołysane przez nocny wiatr, delikatna piosenka, wypełniająca ogromną salę, to wszystko harmonizowało ze sobą i scalało w całość, swym bajecznym widokiem przyprawiając mnie o zachwyt. Przez chwilę zapragnęłam by tak jak te wszystkie piękne panie unieść się  w rytm muzyki u boku przystojnego mężczyzny. Moje życzenie prędko zostało spełnione, bo niemal w tym samym momencie Mario wstał z miejsca i uśmiechając się czarująco, powiedział:
- Pozwoli pani psycholog, że zaproszę panią do tańca?
Na te słowa, wypowiedziane tak ponętnie w oka mgnieniu ciśnienie gwałtownie podskoczyło mi w górę, a z klatek upchniętych w moim brzuchu, wyfrunęło tysiące motyli. Niesamowite uczucie.
Skinęłam głową na znak, że się zgadzam i poszłam za Niemcem na parkiet. 
Chłopak położył ręce na moich biodrach i przycisnął mnie do siebie tak, że jego obłędny zapach wypełnił całe moje ciało. Rozluźniłam się nieco, splatając dłonie na jego karku i zaczęłam kołysać się w rytm powolnej piosenki. Jego ciemne, głębokie oczy i oszałamiający uśmiech dodatkowo podsycały panującą atmosferę. Miałam wrażenie, że zawisłam wysoko nad ziemią, stawiając czoła grawitacji. Wszystkie zbędne w tamtym momencie myśli ulotniły się z mojej czaszki, pozwalając w pełni oddać się tej niezwykłej chwili. Lada moment Mario przysunął mnie jeszcze bliżej tak, że nasze twarze dzieliło dosłownie kilka centymetrów. Kilku chłopaków z drużyny zatrzymało się, by popatrzeć jak tańczymy w samym środku sali. Niektórzy z nich złowieszczo się uśmiechali, snując w głowach nieprzyzwoite scenariusze dotyczące naszej dwójki, a inni wydawali z siebie cichutkie "Uuu...". Tak bardzo chciałam, aby chwila ta trwała wiecznie, jednak prysła jak bańka mydlana tuż po zakończeniu melodii. Gotze ukłonił mi się nisko i odprowadził do stołu, aby dołączyć do rozmowy. Amelia uśmiechnięta siedziała wtulona w ramię Lewego i przyglądała mi się z niepokojem. Widziała, że jestem rozpromieniona, co nie zdarzało się u mnie często, ale widać było, że ta rosnąca radość ducha troszeczkę ją niepokoi.
- Gabi, wszystko okej? - spytała półszeptem, chcąc nie zwrócić na siebie zbytniej uwagi.
- Tak, tak, nigdy nie było lepiej. - odpowiedziałam jak w transie. 
- Jesteś pewna? Może wyjdziemy na chwilę na zewnątrz? - nie dawała za wygraną.
- Dobrze. 
Kiedy dziewczyna wyswobodziła się z ramion przystojnego napastnika, wzięła mnie pod rękę i skierowała się do ogrodu. Na niebie świeciły bladym światłem, drobniutkie gwiazdy, a w powietrzy unosił się odurzający zapach nocy. Przysiadłyśmy na niskiej ławeczce, wpatrując się w lustro wody, odbijającej srebrzysty blask księżyca, spowitego w  półmroku. 
- To on ci tak zamroczył w głowie? - dziewczyna zmarszczyła brwi i spojrzała na mnie tak, że w jej oczach dostrzegłam własne odbicie.
- A jak myślisz? Kocham go nadal... - odrzekłam. 
- To dobrze... Widzę, że jesteście na dobrej drodze. Tylko wiesz... Bez wygłupów na początek. - dała mi kuskańca w bok.
- Dziękuję - uścisnęłam ją - A teraz lepiej idź już do swojego Romea, bo ten pewnie usycha z tęsknoty do ciebie. - dodałam z uśmiechem.
- "Przyjdź nocy czuła, cicha, czarnobrewa, daj mi Romea
A kiedy już umrę, weź go i potnij na małe gwiazdeczki,
co tak upiększą twych niebios oblicze,
że świat cały zakocha się w nocy i czcić przestaną jaskrawy blask słońca..." - wyrecytowała ze śmiechem i pobiegła w stronę sali.   

Rozsiadłam się wygodniej na ławeczce i na moment przymknęłam oczy, by zanurzyć się w obezwładniającej ciało ciszy. Wtem poczułam czyjś niesamowity, ciepły oddech na dekolcie i silne ręce na biodrach. Osobnik położył mi głowę na ramieniu szepcząc:
- Dlaczego wyszłaś? Źle się czujesz?
Obróciłam się, by móc przyjrzeć się twarzy właściciela nieziemskiego głosu. Jak się domyślałam, za mną stał Gotze. Uśmiechał się ponętnie, powodując tym samym niekontrolowane dreszcze przeszywające moje ciało. Nie mogłam się na niego uodpornić i kiedy tylko był w pobliżu paraliżował mnie swym widokiem, głosem, stylem bycia i chociaż tak bardzo chciałam wreszcie zachowywać się normalnie to i tak to wszystko działo się podświadomie. 
Niezrażony nieuzyskaniem odpowiedzi, usiadł tuż obok mnie i zaczął bawić się guzikami od żakietu. Czułam jego oddech na ramionach i przenikliwe spojrzenie na twarzy. Poziom euforii nieustannie wzrastał. 
- Mówisz pięknie po niemiecku, wiesz? - wyrwało mu się podczas oględzin pojedynczych kosmyków moich niesfornych włosów.
- Dziękuję, miło słyszeć. - odpowiedziałam niczym wyrwana z amoku.
- Co jest tego przyczyną? - nie dawał za wygraną. Wdrażał się w temat, którego tak bardzo nie lubiłam poruszać, bo jego konsekwencją była historia o nim jako o niedoszłym kochanku... Historia, która wywoływała silny ból w sercu i strumienie łez wylewanych nad umywalką w łazience...
- Matka jest Niemką - wyjaśniłam. - Przez połowę mojego nędznego życia mieszkałam w Niemczech i tam się wychowywałam. Chodziłam do niemieckiej szkoły, szkółki piłkarskiej, bywałam u rodziny, więc chcąc nie chcąc język musiałam znać. Potem co jakiś czas jeździliśmy tam regularnie, żebym mogła doszlifować swoje umiejętności - dodałam i odetchnęłam ciężko.
- A związałaś się kiedyś z jakimś Niemcem skoro tak często tam bywałaś? - spytał od niechcenia.
- Tak, ale jest to dla mnie cholernie drażliwy temat dlatego wolałabym o tym nie mówić... Przepraszam. - wypowiedziałam drżącym głosem, czując jak moje policzki stają się dziwnie piekące, a  w oczach zaczynają zbierać się łzy.
- Wybacz, tak jakoś mi się wymsknęło. Doskonale rozumiem twoją reakcję, nie powinienem był w ogóle rozdrapywać tego tematu ... - tłumaczył się zakłopotany, widząc jaki to wpływ wywarło na mnie jego pytanie.
- W porządku - odparłam ściszonym tonem i ukryłam twarz w dłoniach, które bardzo szybko stały się wilgotne. 
Mario widząc moje zachowanie objął mnie ramieniem i przytulił do siebie, chcąc jakoś w ten sposób pocieszyć moją osobę. Drżącymi dłońmi oplotłam jego szyję i trwałam w tym uścisku dopóki cierpienie całkowicie nie odpuściło. Nagle usłyszeliśmy przenikliwy dźwięk rozbijanego o posadzkę szła i w drzwiach stojącego...


__________________________________________________________________


ZABIJCIE MNIE ZABIJCIE MNIE ZABIJCIE MNIE
Wiem, że rozdział miał być dodany dawno temu, ale tyle spraw mnie przytłoczyło, że kompletnie straciłam chęć do kontynuacji tego opowiadania. Wystawianie ocen, problemy z koleżankami, zakup świnki morskiej, remont. To wszystko zajęło więcej czasu niż przewidywałam przez co odechciało mi się pisać. Dopiero po obejrzeniu fantastycznej ekranizacji "Romea i Julii" na polskim stwierdziłam , że muszę znowu coś napisać, bo w głowie nadal huczy mi postać Gabi i Mario. Kocham was, kocham ten blog i kocham Borussię. Między innymi dlatego zdecydowałam się powrócić. Mam nadzieję, że jest ktoś kto to jeszcze czyta i czeka na kolejne części. Siódemka powinna pojawić się na dniach, jednak nie powiem dokładnie kiedy, bo niedługo wyjeżdżam i nie wiem kiedy będę mogła napisać ponownie. W każdym razie POWRÓCIŁAM i nie opuszczę was do śmierci. Kocham mocno, Sognante < 3
PS Jak się podoba nowy wystrój bloga? Ja jestem maksymalnie dumna z nagłówka, bo w tych sprawach jestem totalnie zielona : D

niedziela, 9 czerwca 2013

5 - Her beautiful emerald eyes...

Obudziłam się tuż o świcie. Amelia, leżąca obok mnie jeszcze smacznie chrapała i nie przejmowała się tym, że niedługo mamy trening razem z reprezentacją. Zrzuciłam z siebie ciepłą kołderkę i wygramoliłam się z łóżka, aby rozprostować kości, głośno ziewając. Rozsunęłam szeleszczące, brązowe zasłony i weszłam na przestronny balkon. Moją twarz omiótł chłodny, rześki powiew wiosennego wiatru, rozrzucając ciemne, falowane włosy na boki. Nabrałam go w nozdrza jak najwięcej, po czym głośno wypuściłam. Dookoła mnie rozciągał się krajobraz Dortmundu. Wszędzie stały wysokie budynki, biurowce, do których prowadziły obszerne, zatłoczone ulice. Gdzieniegdzie dostrzegłam pojedyncze drzewa, które swoją naturalnością ożywiały nieco poszarzałą okolicę. Stojąc  tak i wpatrując się w senną scenerię Niemiec, przypomniała mi się Warszawa, pozostawiona gdzieś hen daleko. Dom rodzinny, rodzice, apartament, studia, pierwsza praca - rozdział pod tytułem "fatalna przeszłość" został zamknięty, by zrobić miejsce temu nowemu, lepszemu, który miał się zacząć tutaj w Dortmundzie. Dostałam od życia jeszcze jedną szansę, więc postanowiłam ją dobrze wykorzystać. Po tym krótkim przemyśleniu zatrzasnęłam szklane drzwi balkonowe, zaścieliłam swoją stronę łóżka i poszłam się przygotować do treningu. Wzięłam ekspresowy, 5-minutowy prysznic, założyłam klubowy, czerwony strój z nazwiskiem "Kochmańska" i liczbą 10 na plecach, a długie włosy zebrałam w kitkę. Z szafki wyciągnęłam pasujące czerwone getry z logiem naszego klubu oraz ulubione granatowe korki. Tak ubrana przejrzałam się w lustrze, dokonując ewentualnych poprawek.Kiedy wyszłam z łazienki, Amelia już wkładała swoje różowe kapcie i raz po raz głośno ziewała. Widząc moją osobę, delikatnie się uśmiechnęła i podniosła się do pozycji pionowej, aby mnie przytulić.
- Ty już gotowa? - dziwiła się - Przecież mamy jeszcze dużo czasu.
- Tak, ale wolałam wstać wcześniej i się uszykować. Chcę być przygotowana na przyjazd... no wiesz... - tu się zatrzymałam, czując jak moje policzki oblewa lekki rumieniec.
- No tak, zapomniałam. Dzisiaj przyjeżdża szanowny pan Gotze i trzeba wyglądać zabójczo! - wytknęła mi język i poszła do łazienki. Korzystając z chwili spokoju, wydobyłam z szafki mojego sfatygowanego laptopa i zaczęłam przeglądać różne strony, na które namiętnie wchodziłam, kiedy byłam w Polsce, jednak jak zawsze nic ciekawego nie działo się w mojej ojczyźnie, toteż szybko zamknęłam urządzenie.
- Idziemy na śniadanie? Umieram z głodu... - z łazienki wyłoniła się Amelia kompletnie ubrana i umalowana. Energicznie pocierała łokieć, w który jak przypuszczałam przed chwilą się uderzyła i uśmiechała się nieśmiało. Skinęłam twierdząco głową, zabrałam z łóżka klucze, by razem z przyjaciółką zejść na posiłek.
W sali jadalnej było niewiele osób. Przy bufecie kręciły się jakieś nieznajome postacie, a dookoła nie było widać żadnego piłkarza. Szybko pochłonęłyśmy przygotowane jedzenie i popędziłyśmy do 410, aby zerknąć co u chłopaków. 
Uderzyłam dwa razy w mahoniowe drzwi, ale kiedy za trzecim znów odpowiedziała mi cisza, postanowiłam wejść do środka. Wewnątrz pomieszczenia panował bałagan. Pod ścianami walały się nieposkładane ubrania, skarpetki i gdzieniegdzie butelki po piwie. Piłkarze natomiast niczego nieświadomi, spali sobie w najlepsze. Postanowiłyśmy ich obudzić, bo w końcu ile można bezczynnie leżeć w łóżku i się obijać?
Podeszłam do miejsca, w którym spał Wojtek i delikatnie trąciłam go w ramię, jednak ten  niewzruszony nawet nie drgnął. Walnęłam go ponownie, dokładając nieco więcej siły i dopiero wtedy zobaczyłam, że piłkarz się uśmiecha. Podniósł się na posłaniu, przeczesał włosy i ziewnął .
- Cóż za miła pobudeczka... - wydukał zaspanym głosem i wygramolił się z łóżka. Dopiero teraz zobaczyłam, że stoi przede mną w samych bokserkach. Widok prawie nagiego, nieziemsko przystojnego bramkarza nie zdarza się często, toteż szybko przeniosłam wzrok z jego umięśnionego torsu na sufit, aby ukryć ogarniające mnie zafascynowanie. Chłopak wzruszył ramionami, rzucił poduszką w Łukasza, szukającego ubrań w szafie i poszedł do łazienki, szurając nogami. Ja tymczasem usiadłam na skraju jego łóżka i przyglądałam się zaistniałej sytuacji. Robert siedział w samych spodniach naprzeciwko Amelii i rozmawiał z nią o jakiś bezsensach, Piszczek ścielił łóżko, a Kuby nigdzie nie było widać, więc sądząc po jego rozwalonych rzeczach treningowych udał się na małą przebieżkę.
Około godziny 9:00 cała reprezentacja zjawiła się na murawie Signal Iduna Park. Trener Fornalik bez chwili namysłu zgodził się, żebyśmy razem z chłopakami odbyły trening, więc po pięciu minutach organizacyjnych zaczęłyśmy biegać dookoła boiska. Reprezentanci byli niebywale wyluzowani i rozmawiali ze sobą, jak gdyby nigdy nic. Jeden drugiemu podtykał nogę, szturchał w plecy, popychał, zmuszając mnie do chwili zastanowienia nad tym, czy aby na pewno nie trafiłam do grupy przedszkolaków. Po skończonej rozgrzewce rozpoczęliśmy trening. Najpierw wykonaliśmy kilka podań pomiędzy sobą, zwody, slalomy wokół zawodników, odbijanie piłki główką, rzuty wolne i karne. Pod koniec Fornalik zarządził rozegranie szybkiego meczu pomiędzy piłkarzami. Podzieliliśmy się na dwie drużyny. Ja byłam razem z Amelią, Mierzejewskim, Tytoniem, Wawrzyniakiem, Boenishem i Piszczkiem, a w skład zespołu przeciwnego wchodził Szczęsny, Obraniak, Błaszczykowski, Lewandowski, Wasilewski, Dudka i Polański. Po gwizdku trenera rozpoczęliśmy grę. Bardzo szybko uporałam się z odebraniem piłki piłkarzowi z grupy Wojtka i popędziłam w stronę jego bramki, po drodze wymijając zaciekle broniącego się Dudkę. Piłka szybko potoczyła się do Amelii, która stała tuż przed Wasilewskim. Zwinnym ruchem podała ją do Łukasza, ale ten jak na złość został natychmiastowo sfaulowany przez Kubę. Nasza drużyna wznowiła grę od rzutu wolnego, jednak rozegrana piłka szybko została przechwycona przez króla strzelców. Biegłam co sił, aby wyprzedzić i uniemożliwić Lewandowskiemu wykonanie kontrataku. Niestety moje umiejętności piłkarskie okazały się przy nim zbyt słabe, bo po chwili leżałam plackiem na podłożu, ze złością patrząc jak Robert strzela bramkę.
Zadowolony podszedł w moją stronę i pomógł mi wstać. Obrzuciłam go pogardliwym spojrzeniem i mruknęłam jakieś przekleństwo pod nosem, chcąc wyładować wezbraną we mnie złość. Ponownie zaczęliśmy od środka. Postawiłam sobie za punkt honoru strzelenie tego przeklętego gola, aby pokazać, że ja też potrafię zabłysnąć na boisku. Bez trudu zabrałam piłkę Polańskiemu i sprawnie wyminęłam Obraniaka, kierując się do bramki wroga. Kątem  oka zauważyłam, że z lewej strony w zawrotnym tempie wyłania się Amelia, nieco blokowana przez Dudkę, a po prawej stronie czai się Lewandowski. Postanowiłam działać samodzielnie. Przyspieszyłam nieco, kopiąc piłkę tuż przy sobie i kiedy znalazłam się w dostatecznej odległości uderzyłam w nią jak najmocniej, czekając na rozwój wydarzeń. Wojtek wygiął się w łuk, chcąc zatrzymać przedmiot, ale jego ręce nawet go nie musnęły. Zdobyliśmy punkt, za który zostałam przygnieciona do ziemi, w przypływie radości kolegów z drużyny. Wiedziałam, że to będzie bardzo zacięta, lecz zrównana walka, ale nie chciałam poprzestać na jednym celnym trafieniu. Musiałam się popisać i ustawić nas na wygranej pozycji.

Mario

Mijając szare, lekko oświetlone ściany korytarza słyszałem jak trener polskiej reprezentacji wydziera się na swoich podopiecznych. Domyśliłem się, że rozgrywają między sobą luźny mecz i jak zwykle popełniają przy tym kupę błędów. Kiedy doszedłem do skraju boiska odłożyłem torbę treningową na ziemię i zacząłem intensywnie śledzić przebieg gry. W pewnym momencie zauważyłem, że między kolegami krążą dwie dziewczyny w strojach piłkarskich i dobierają się do bramki przeciwnika. Jedna z nich z liczbą 10 na plecach sprawnym ruchem zabrała piłkę bodajże Wasilewskiemu i szerokim łukiem omijając Błaszczykowskiego, strzeliła pięknego gola. Widziałem jak w przypływie radości podbiega do swojej koleżanki i stuka się z nią ramieniem, dokładnie tak samo jak ja z Marco, który w tamtym momencie popatrzył na mnie pytająco z lekką dozą zdezorientowania. Owa nieznajoma była prawdopodobnie najpiękniejszą dziewczyną, jaką miałem okazję do tej pory widzieć. W jej nieziemsko głębokich, zielonych oczach, które bez zastanowienia porównałbym do najjaśniejszego szmaragdu, zaigrały tajemnicze iskierki szczęścia. Uśmiechała się do siebie zadowolona, ukazując szereg białych niczym perły różańca zębów i zamaszyście pocierała kolano, w które prawdopodobnie została przed chwilą uderzona. Po tej krótkiej chwili mogłem bez wątpienia stwierdzić, że jest idealna w każdym calu, piękna jak anioł i cholernie uzdolniona, otoczona dyskretną pięknością.
Zabrała z boiska swoją torbę i ruszyła dziarsko w stronę wyjścia, żywo rozmawiając ze swoją koleżanką. Po chwili dołączył do nich także Szczęsny, który zarzucił na nią swoje silne ramię, przyciągnął do siebie i ze śmiechem   powiedział jej coś na ucho. 



Gabriela

Szliśmy raźno w trójkę powoli schodząc z boiska i gadaliśmy o jakiś idiotyzmach. Razem z Amelią nabijałyśmy się z Wojtka, sądząc, że nie można go określić mianem bramkarza, bo wpuścił piłkę, kopniętą przez dziewczynę. Kiedy doszliśmy do ławek dla graczy rezerwowych, stanęłam jak wryta. Przede mną stał Mario. Wszędzie rozpoznałabym ten przepiękny uśmiech, niezgłębione, ciemne oczy i melodyjny głos. Poczułam jak niewinne łzy zbierają mi się w kącikach oczu i cisną się na policzki. Amelia delikatnie ścisnęła mi dłoń w geście namawiającym do wykonania jakiegoś ruchu. Wzięłam głęboki wdech, przeganiając natarczywie przypominające się o sobie wspomnienia i perfekcyjnie po niemiecku przedstawiłam się:
- Jestem Gabriela, a to moja przyjaciółka Amelia. Nie wiem czy Klopp was poinformował, ale będziemy waszymi paniami psycholog przez miesiąc w ramach praktyk. 
- Miło poznać. - odrzekł. - Trener coś tam wspominał, ale szczerze mówiąc spodziewaliśmy się raczej jakiś dwóch pomarszczonych babci w ogromnych okularach, niż pięknych dziewczyn.Cóż, miła niespodzianka. Mam nadzieję, że będzie  nam się dobrze pracowało. - dokończył, nieziemsko się uśmiechając.
Przywitałyśmy się z pozostałymi piłkarzami Borussii oraz trenerem i już miałyśmy udać się do pokoi, kiedy Mario nas zatrzymał.

- Może wpadniecie później do nas? Moglibyśmy się  bliżej  poznać...eee... skoro mamy razem pracować.. - powiedział zakłopotany. - Nasz pokój to 408. - dodał, drapiąc się po głowie.
- Dzięki, bardzo chętnie przyjdziemy. Zjawimy się około 15. - odpowiedziałam z uśmiechem i ruszyłam w kierunku wyjścia. 

Mario

Odetchnąłem z ulgą, kiedy Gabriela się zgodziła. Prawdę mówiąc cholernie mi się spodobała. Zadowolony wszedłem do szatni, w której przebierali się już chłopacy z drużyny. Bez słowa zająłem swoje miejsce pod oknem i zacząłem przygotowywać się do treningu.
- Niezła sztuka z tej Gabrieli, nie? - usłyszałem głos Hummelsa, który wiązał swoje żółte korki.
- Noo. - przytaknął mu Grosskreutz. - Z taką panią psycholog to ja mogę mieć do czynienia. Ciekawe czy ma czas po godzinach... - wszyscy wybuchnęli obrzydliwym śmiechem na brzmiącą dwuznacznie wypowiedź pomocnika. 
- Ej Kev pilnuj się, bo zaraz oberwiesz od Mario. Podoba ci się nasza Gabrysia, nie? - zwrócił się do mnie Lewandowski.
- Skąd takie przypuszczenia? Chłopaki dajcie spokój... - zmarszczyłem brwi, wyraźnie zdenerwowany tą całą zaistniałą sytuacją. 
- Oj wyluzuj, jest twoja, pierwszy do niej zagadałeś. Ale jak już ją przelecisz, to daj znać! - zaśmiał się Marcel, któremu po chwili zawtórowała cała drużyna.
- Jesteście pierdolnięci, innych tematów do rozmów nie macie? Walcie się... - warknąłem w kierunku kolegów i wyszedłem z szatni ze złością trzaskając stalowymi drzwiami.

____________________________________________________________________

I jak się wam podoba piąteczka? :) Nalegaliście na spotkanie Gab i Mario, więc oto jest. Ja osobiście jestem z tego rozdziału zadowolona ^^ A jak emocje po piątkowym meczu? Też byliście tak wkurzeni? Bo mnie osobiście roznosiło, kiedy patrzyłam na wynik...
Kolejny rozdział powinien pojawić się 14 czerwca, bo wtedy oceny roczne będą już w większości wystawione i będę miała czas na opowiadanie <3

Trzymajcie się ciepło i komentujcie, kocham was :* Sognante

niedziela, 2 czerwca 2013

4 - Kann Ich Ihnen helfen?

Pierwsze co wpadło mi w oko to duże małżeńskie łóżko, zajmujące 1/2 ściany, idealnie dopasowane do kolorów panujących w pokoju. Żadnych kontrastów, żadnego przepychu, tylko harmonizujące ze sobą odcienie brązu i beżu. Od razu pobiegłyśmy zobaczyć jak wygląda hotelowa łazienka. Była chyba o połowę większa od naszej w apartamencie w Warszawie i o wiele bogatsza. Duża wanna z hydromasażem, ogromne prysznice, królewska toaleta, dwie umywalki i lustro, które spodobało się nam najbardziej. Dodatkowo wszystko utrzymane w neutralnych, delikatnych kolorach. Byłam pod wrażeniem. 
- Śpię od okna! - moje rozmyślenia przerwał okrzyk Amelii, która jak oszalała popędziła w stronę łóżka i z impetem na nie naskoczyła. Czasami miałam wrażenie, że jestem starszą siostrą, której zadaniem jest pilnowanie młodszej, aby ta nie wyrządziła sobie krzywdy. 
- Co za różnica... - mruknęłam i oparłam zieloną walizkę o ścianę. - Po tej się wyśpisz i po tej się wyśpisz. - filozofowałam, ale przyjaciółka i tak mnie nie słuchała. Bawiła się frędzelkiem od poduszki i nad czymś gorliwie rozmyślała."W porządku, czas się rozpakować, nie będę tracić czasu na denne potyczki" - pomyślałam i zaczęłam rozkładać swoje ubrania na szafkach w garderobie. Amelia po dłuższej chwili zwlokła się z pościeli i naskoczyła mi na plecy. 
- Denerwujesz się, przyznaj. - powiedziała mi do ucha i uśmiechnęła się szeroko. Popatrzyłam na nią lekko zbita z tropu, ale kiedy domyśliłam się o co jej chodzi, westchnęłam i powiedziałam:
- Tak i to cholernie, boję się tego spotkania...
- Oj mała, weź wyluzuj, jesteś w hotelu pełnym przystojniaków, będziesz miała okazję pokopać piłkę pod okiem Kloppa i najeść się wykwintnego jedzenia, a o imprezach i melanżach to nie wspomnę.. - no tak wieczna imprezowiczka - Nie bądź taką spiętą sztywniarą, zabaw się. Kurde dziewczyno...
I znowu miała rację. Byłam zestresowana i myślałam tylko o minusach pobytu tutaj, kompletnie nie dostrzegając plusów. Miała to być moja życiowa szansa, a ja tylko ją marnowałam. Przyjechałam po to, aby naprawić błędy popełnione w przeszłości i zapewnić sobie dobrą przyszłość. Musiałam wziąć się w garść...
- Dobra, masz rację... - powiedziałam zrezygnowana - Musisz mnie pilnować, bo przez swoją głupotę zaprzepaszczę doskonałą okazję odbudowy naszego związku... - dodałam i przytuliłam ją - Cieszę się, że jesteś tu ze mną, kocham cię głupku.
- Tak tak, ale przestań już, bo za słodko się zrobiło. - powiedziała, na co obie wybuchnęłyśmy śmiechem - A teraz marsz do łazienki przebrać się i zwiedzamy naszą kwaterę. - zakomenderowała.
Zabrałam z walizki ręcznik i kosmetyczkę oraz zestaw ubrań na zmianę. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i przebrałam się w świeże ubrania, dodatkowo poprawiając makijaż. 
Po 20 minutach obie byłyśmy gotowe. Zamknęłyśmy pokój na klucz i rozpoczęłyśmy naszą "wyprawę".
Najpierw zapukałyśmy do pokoju obok. Usłyszałyśmy jak rozmowa pomiędzy reprezentantami się urywa i ktoś szybko podchodzi do drzwi.
- Kann Ich Ihnen helfen?* - usłyszałyśmy pytanie Lewandowskiego w cudownym polskim akcencie.
- Nie dzięki. - powiedziałyśmy z uśmiechem, widząc jak napastnik zareagował słysząc, że mówimy po polsku - Jestem Gabriela, a to moja przyjaciółka Amelia. - wyciągnęłam rękę w kierunku piłkarza.
- Robert Lewandowski - przedstawił się - Co was tu sprowadza? - spytał po chwili, nieco zmieszany zaistniałą sytuacją.
- Nie wiem czy Fornalik wam mówił, ale będziemy waszymi paniami psycholog przez miesiąc. - odpowiedziałam - Więc korzystając z okazji, przyszłyśmy się przywitać. - oznajmiłam.
- To wy?! - zapytał ewidentnie zdziwiony - Wiecie, myślałem, że to będą dwie stare baby w okularach, które będą nam prawiły jakieś denne morały, a tu się okazuje, że całkiem niezłe z was du... to znaczy dziewczyny... - podrapał się po głowie zakłopotany - Wejdźcie...
Piłkarz gestem ręki zaprosił nas do pokoju, w którym siedzieli Kuba, Łukasz i z niewiadomych przyczyn Wojtek Szczęsny. 
- Osz kurde, skąd wytrzasnąłeś takie laski Robert? Mówią po polsku? - bramkarz nie ukrywał swojego entuzjazmu.
- Tak mówią po polsku. - odparłam rozbawiona i podałam rękę skonfundowanemu chłopakowi - Jestem Gabriela, a to moja przyjaciółka Amelia. 
- Miło poznać. - uśmiechnął się.
Kiedy przywitałyśmy się z Błaszczykowskim i Piszczkiem, zaczęła się rozmowa.
- Więc to wy jesteście tymi paniami psycholog, o których jest ostatnio głośno w naszej szatni, tak? - zapytał wesoło Łukasz.
- Dokładnie, będziemy miały u was praktyki przez okrągły miesiąc. Tylko o ile nam wiadomo miałyśmy to odbyć z piłkarzami Borussii, a ty Wojtek chyba w niej nie grasz, co? - spytałam nieśmiało.
- To nikt wam nie powiedział, że reprezentacja polski też skorzysta z waszych usług? - zapytał i wybuchnął śmiechem, po dogłębnej analizie swojego pytania. Dirty minds Wojtek, dirty minds. 
- Nie, nagła zmiana planów?
- Absolutnie, po prostu kadra gra niedługo mecz z Niemcami i Fornalik stwierdził, że skora nasza trójka gra i w reprezentacji, i w Borussii nie chciał, byśmy dojeżdżali na treningi do Polski, więc ulokował wszystkich tutaj.- odparł z uśmiechem Kuba. - No dobrze, przejdźmy do konkretów. Opowiedzcie coś o sobie.
- No więc obie jesteśmy studentkami psychologii sportowej w Warszawie, a Amelia dodatkowo studiuje jeszcze germanistykę. Mamy po 20 lat.
- Czyli nasz przedział wiekowy. - zaśmiał się Robert - A czym się interesujecie? - dodał.
- Jak to czym? Piłką nożną. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- A ulubiony klub? - spytał Łukasz. 
- Od 10 roku życia kibicujemy Borussii i tak jakoś zostało. 
- No to dobry wybór. - odezwał się Kuba. - Może chciałybyście jutro po dopingować nam na treningu? - zaproponował.
- Po dopingować? - spytałam głośno i ze zdziwieniem popatrzyłam na przyjaciółkę - Wolałybyśmy pograć...
- Naprawdę? No skoro tak bardzo chcecie... - Wojtek przewrócił wymownie oczami, po czym wybuchnął śmiechem.
- Rozumiem, że reszta Borussii też będzie na treningu? - Amelia po raz pierwszy zabrała głos w rozmowie.
- Oczywiście, zjawią się z samego rana. - odparł Łukasz.
- A Mario? ... - spytałam nieśmiało i zwiesiłam głowę, czując jak moje policzki obezwładnia delikatny rumieniec.
- No to już wiemy z kim cię swatać! - chłopacy zaśmiali się. 
- Co?! Nie! Niech to zostanie między nami! - zaczęłam gwałtownie machać rękami.
- No okej. - uśmiechnęli się, na co odetchnęłam z ulgą - Ale wiesz, jak będzie się wahał, czy zastanawiał to delikatnie nasuniemy mu co jest na rzeczy.
- Dobrze, ale tylko w sytuacji kryzysowej! 
- Jak sobie życzysz. - odparł Wojtek - O 19 mamy kolację, może chciałybyście pójść na nią w naszym towarzystwie? - zaproponował
- Bardzo chętnie, zjawimy się u was 10 minut przed wyznaczoną godziną. - odparłam i ruszyłam w kierunku wyjścia.
- Jaki on jest zajebisty! - wydarła się Amelia, kiedy weszłyśmy do pokoju.
- To dlaczego nie zamieniłaś z nim ani jednego słowa, kiedy byłyśmy w ich pokoju? - spytałam oburzona.
- Nie wiem... Te jego piękne, niebieskie oczy, ten uśmiech, ten głos, nie mogę się na niego uodpornić. Jest jeszcze gorzej niż przeczuwałam...  - odpowiedziała zrozpaczona i usiadła na brzegu łóżka.
- Więc masz okazję do bliższego kontaktu, idziemy na tę kolację to będziesz mogła z nim na spokojnie pogadać.
- Wiem, tylko boję się, że coś spieprzę, powiem coś niewłaściwego. Wrzeszczałam na ciebie, że załamujesz się tym całym Götze, a sama sobie nie radzę. To wszystko jest jakieś pokręcone. - jęknęła.
- Oj Am przestań to nie czas i miejsce na takie rozmowy. Lepiej ubierz się jakoś ładnie, zrób włosy, makijaż, zapodaj jakąś gadkę i boski Lewandowski twój! - zaśmiałam się - No chodź, zobaczysz, że będzie świetnie! - zachęcałam ją.
Po paru namowach zdecydowała się w końcu wstać i zacząć się przygotowywać. Razem wybrałyśmy odpowiednią sukienkę i szpilki. Po upływie 30 minut byłyśmy gotowe do wyjścia. Zamknęłyśmy pokój i zapukałyśmy do drzwi apartamentu chłopaków. Wyszli z niego porządnie ubrani w garnitury. Poczułam się jak na jakimś oficjalnym przyjęciu. Podeszłam do Wojtka i bez krępacji wzięłam go pod rękę, zachęcając tym samym Amelię do działania. Razem zeszliśmy do sali jadalnej i zajęliśmy miejsca przy sześcioosobowym stoliku. Dookoła kręciło się pełno ludzi. W końcu sali dostrzegłam Fornalika, który prowadził ożywioną rozmowę z Kloppem. Chłopacy przynieśli nam półmiski z łososiem, krewetkami i homarem oraz czarę z kremem z cukinii. Wszystko wyglądało bardzo smacznie, toteż od razu zniknęło ze stołu. Podczas posiłku Amelia trochę się odstresowała i prowadziła luźną rozmowę z Robertem, który cały czas uważnie śledził każdy jej ruch i nieśmiele się uśmiechał. Wyglądali ze sobą naprawdę słodko. Po kolacji chłopcy odprowadzili nas do pokoi i pożegnali się z nami buziakiem w policzek. Amelia zadowolona padła na łóżko i uśmiechała się sama do siebie. Jak to szczęście upiększa człowieka...

 *Mogę w czymś pomóc?

 ________________________________________________________________

Mam nadzieję, że rozdział się  spodobał ;) Zostawiam go wam do oceny.
Kolejny powinien pojawić się jakoś w przyszłym tygodniu, bo mam trochę wolnego ze względu na to, że nie jadę na wycieczkę klasową ;) Ściskam was mocno i oczywiście trzymam kciuki za nasze orzełki jutro <3 Buziaki :* Sognante

czwartek, 30 maja 2013

3 - Welcome to Dortmund!

Ze snu wybudził mnie przenikliwy, metaliczny dźwięk budzika. Dopiero kiedy wypełnił całe pomieszczenie, zdecydowałam się podnieść z łóżka. Niechętnie otworzyłam powieki i spojrzałam na zegarek. Czwarta. No tak, autokar, którym miałyśmy jechać do Niemiec miał być o szóstej, więc aby się wyszykować musiałam odpowiednio wcześnie wstać. Szybkim ruchem zeskoczyłam z posłania i porządnie je zaścieliłam, uklepując różową kołdrę na bokach. Podeszłam do okna. Niebo tamtego dnia było przejrzysto-modre, miejscami jeszcze lekko fioletowe, przyozdobione delikatnymi chmurkami.. Westchnęłam smutno na myśl o opuszczeniu Warszawy, opuszczeniu ojczyzny. Byłam pewna, że w Niemczech wszystko będzie inne jak dotąd i że ten wyjazd obróci moje dotychczasowe życie do góry nogami.
Po kilku minutach obojętnego wpatrywania się próżnię pomaszerowałam do łazienki, aby trochę się ogarnąć. Ciemne włosy związałam w luźną kitkę i weszłam pod prysznic. Chłodne strumienie wody całkowicie mnie orzeźwiły i zachęciły do dalszego działania,więc w  tempie ekspresowym ubrałam na siebie fioletową, luźną bluzkę z numerem 1, czarne legginsy i conversy tego samego koloru,a rzęsy dodatkowo pociągnęłam tuszem. Tak przygotowana zbiegłam na dół, do kuchni, gdzie krzątała się już Amelia.

- Cześć, mój ranny ptaszku. - zaśmiałam się i dałam jej buziaka w policzek na przywitanie - Co pysznego zjemy? - spytałam, zerkając na blat kuchenny.
- Płatki z mlekiem, albo jak wolisz mleko z płatkami. - uśmiechnęła się szyderczo, wkładając mi miskę do rąk. 
- Kurcze patrzcie ją, drugi Andersen... - mruknęłam i nasypałam sobie cynamonowych kuleczek do miski - Mam nadzieję, że w tym hotelu będzie lepsze żarcie. - powiedziałam pod nosem i wyciągnęłam się na kanapie.
- Szczerze? To ja też, mam dosyć wymyślania co zrobimy na obiad. Przyda się ten miesiąc odpoczynku... - rozmarzyła się brunetka, oblewając mlekiem spodnie. 
Punktualnie o szóstej pod nasz dom podjechał czarny autokar. Na bokach i z tyłu miał ponaklejane logo Borussii i napis "Echte Liebe" , który od razu skojarzył mi się z rysowanym na nadgarstku "tatuażem" w gimnazjum. Sprawnie zapakowałyśmy nasze walizki do bagażnika i usiadłyśmy na końcu pojazdu. Fotele były duże, obite kremową skórą i w dodatku rozkładane. Tobias, kierowca był bardzo miły i uczynny, a przede wszystkim dobrze rozumiał nasz lekko spolszczony niemiecki. To był początek niesamowitej przygody. Wygodnie oparłam się o okno, nakrywając nogi puszystym kocem i żeby zabić czas włączyłam ulubioną playlistę w telefonie. Po upływie kilku minut mimowolnie odpłynęłam do krainy Morfeusza.
- Gabi, gabi śpisz? - ze snu wyrwał mnie ściszony głos mojej przyjaciółki. 
Wyjęłam białą słuchawkę z ucha i kilkakrotnie zamrugałam, chcąc wpuścić więcej światła do oka. Popatrzyłam obojętnie to na zegar, to na nią, czując się jak wyrwana z transu.
- Śpisz? - dziewczyna nadal powtarzała to idiotyczne pytanie.
- Nie kurwa, zastanawiam się nad sensem życia... - sarknęłam i zmierzyłam ją groźnie, dając do zrozumienia, że wcale nie jestem zadowolona z tego, że przerwała mi cudowny sen, w którym strzelam hattricka Barcelonie.
- Przepraszam, że cię obudziłam, ale stwierdziłam, że muszę z tobą pogadać zanim dojedziemy na miejsce. - parsknęła śmiechem.
- Zamieniam się w słuch. - ziewnęłam i upiłam  łyk coli.
 - Musimy postawić sprawę jasno. Chodzi o Mario. - zaczęła i uśmiechnęła się zadowolona, widząc jak źrenice rozszerzają mi się na dźwięk jego imienia - Na ten wyjazd zgodziłam się głównie z twojego powodu. Nie chcę, żebyś wiecznie cierpiała i ryczała, kiedy zobaczysz go w telewizji. Starczy tej katorgi. Jedziemy tam po to, aby zbudować między wami nową relację i obiecuję, że zrobię wszystko, abyś z nim z powrotem była, rozumiesz? Tak więc żadnych sprzeciwów, wykrętów i Bóg wie czego jeszcze. Masz być silna pamiętasz? Kochasz go przecież, prawda? - ton jej głosu stał się nagle niezwykle poważny i opanowany. Wywierała na mnie naprawdę wielki wpływ. Miała zadatki na psychologa. 
- Tak, kocham go...cholernie... - szepnęłam i opuszkiem palca wytarłam miejsce, w którym przed chwilą pojawiła się łza. 
- No wreszcie. - uśmiechnęła się sama do siebie - Pamiętaj, że taka szansa może się już nie trafić. - dodała i słodko się uśmiechnęła.
- Taak, chyba masz rację. - powiedziałam i popatrzyłam za okno na umykające krajobrazy Niemiec.
- Kochanie ja mam zawsze rację. 
- Wmawiaj sobie, wmawiaj. Ale nie mówmy wiecznie o mnie, przecież sam Mario tam mieszkać nie będzie. Tobie też przydałby się jakiś przystojniak. To na kogo zapolujesz? Reusa, Leitnera, Hummelsa? - podniosłam do góry brwi, oczekując jej reakcji.
- Wiesz... - jej policzki omiótł delikatny buraczek - Lewandowski jest wolny... - uśmiechnęła się nieśmiało.
- Ach no tak! Zupełnie zapomniałam o Robercie! Przecież on ci się podobał już za czasów Lecha Poznań! - zaśmiałam się. 
- Mam nadzieję, że się uda. Cholernie mi na nim zależy... - posmutniała.
- Nie martw się, gwarantuję ci, że do Polski wrócimy u boku naszych przystojniaków. - powiedziałam, na co obie wybuchnęłyśmy śmiechem. 
Do Dortmundu dojechałyśmy około siedemnastej. Hotel, w którym miałyśmy mieszkać wyglądał bajecznie. Był to wysoki, nowoczesny budynek, pomalowany kremową farbą, w dodatku niemalże cały oszklony. Krajobraz ożywiał przepiękny, zadbany ogród otaczający posesję. Tobias pomógł nam wnieść bagaże na recepcję. Odebrałyśmy klucze od niewysokiej, rudej recepcjonistki i udałyśmy się do pokoju, który był równie piękny jak i cały hotel. 

____________________________________________________________

Wybaczcie, że taki krótki. Obiecuję poprawę w kolejnych rozdziałach, a ocenę pozostawiam wam. Pozdrawiam, Sognante.

piątek, 24 maja 2013

2 - New chance for life

Wracając do naszego apartamentu, w głowie cały czas huczały mi słowa profesora Sławińskiego. Sama nie byłam do końca pewna, czy chcę tam pojechać, ale gdzieś na dnie serca czułam, że ten wyjazd obróciłby moje życie o 360 stopni. Bałam się tylko jednego - spotkania z Mario.Przecież to mogłoby skończyć się fatalnie. Wszystkie głęboko skrywane  dotąd uczucia, uaktywniłyby się lada moment, tylko, że druga strona by tego nie odwzajemniała, a to cholernie boli...
- Gdzie ty się podziewałaś głupku? - Przyjaciółka przywitała mnie entuzjastycznym uśmiechem, jednak widząc mój posępny wyraz twarzy spoważniała - Co się stało?
Popatrzyłam tylko na nią smutno i usiadłam na beżowej kanapie. Amelia bez wahania powtórzyła czynność za mną i z wyczekiwaniem wpatrywała się w moje szmaragdowe tęczówki, dopatrując się w nich jakichkolwiek oznak radości.
- Rozmawiałam z profesorem Sławińskim... - zaczęłam niepewnie - Chce, żebyśmy w ramach praktyk psychologicznych pojechały na miesiąc do Dortmundu, aby popracować z piłkarzami... - wydusiłam i odetchnęłam głęboko. 
- Naprawdę? Wspaniale! - zakrzyczała z werwą, a zaraz potem usłyszałam jej stłumiony przez poduszkę pisk. - Nie cieszysz się? - trajkotała - To dla nas życiowa szansa, poznamy Kloppa, Reusa, Piszczka, Lewandowskiego, Leitnera, Goe...- i tu zatrzymała się na chwilę, jakby chciała dokładnie zanalizować swoją wypowiedź. - Więc tutaj tkwi problem! - klasnęła w dłonie i rzuciła się na mnie. - Wiem, że nie chcesz się z nim spotkać, doskonale to rozumiem, ale nie mam zamiaru rezygnować z prawdopodobnie najlepszej przygody jaka może mnie jeszcze w życiu spotkać. Chcesz zostać psychologiem? To musisz przełamywać swoje słabości! Pojedziesz tam ze mną i gwarantuję ci, że tego miesiąca nie zapomnisz do końca życia. Zrobimy wszystko, żebyś znowu z nim była! No rusz dupę! Pakuj się! - Popatrzyłam na nią oszołomiona. Ten cały chaotyczny potok słów całkowicie odebrał mi mowę. Miała rację. Nie mogłam tak po prostu ukrywać się przed problemem, musiałam być silna i wreszcie znaleźć jego rozwiązanie. W tamtej chwili nie byłam pewna, czy możliwe jest, by dwoje ludzi zakochało się w sobie po raz drugi, ale postanowiłam dać nam jeszcze jedną szansę, bez względu na to czy poskutkuje, czy nie. 
Zeskoczyłam raźnie z kanapy i pobiegłam na strych po wielkie, zielone walizki, po drodze wrzucając do nich ubrania i buty. Amelia uśmiechnęła się zadowolona, widząc, że jej wykład poskutkował.
- Tak w ogóle to kiedy wyjeżdżamy? - spytała, składając malinową sukienkę.
- Dobre pytanie... - podrapałam się po głowie - Powiedziałam Sławińskiemu, że jutro zadzwonimy, ale myślę, że nie będzie miał nic przeciwko jak zrobimy to dziś. - To powiedziawszy chwyciłam białego smartphona i wyszłam do łazienki, aby wykonać telefon. - O cholera! Już w niedzielę! W niedzielę! - krzyknęłam po chwili i odtańczyłam taniec szczęścia.
- No proszę, przed chwilą siedziałaś tutaj załamana, zasypując się myślami, a teraz wyginasz się jak oszalała w przypływie radości. Nie idzie z tobą wytrzymać! - zaśmiała się i rzuciła we mnie poduszką, na co odpowiedziałam wytknięciem języka. 
- Wiesz co? - zagadnęłam, wyrzucając turkusowy kostium kąpielowy do kosza - Chyba trzeba będzie pójść na jakieś zakupy. Skoro będą tam przystojni piłkarze.. - tu Amelia spojrzała na mnie spode łba - To trzeba będzie pokazać się od jak najlepszej strony. - dokończyłam z chytrym uśmieszkiem.
- Chyba masz rację. Wezmę tylko torebkę i możemy ruszać. - podchwyciła pomysł i wyszła do sypialni.
Oszczędzając na czasie, ale nie oszczędzając na pieniądzach dojechałyśmy do największej galerii handlowej - jak szaleć, to szaleć. Bez wahania wparowałyśmy do H&M'u , skąd wyszłyśmy z torbami pełnymi sukienek i szortów. Zwiedziłyśmy chyba każdy sklep, oczywiście nie wychodząc z niego z pustymi rękami. Pod koniec Amelia wyciągnęła mnie jeszcze do Victoria's Secret, bo stwierdziła, że przyda mi się jakiś seksowny kostium na wyjazd.
- Po co mi on? - jęknęłam, kiedy wcisnęła mi do ręki miętową górę od stroju. 
- Musisz wyglądać porządnie. Ten kolor fajnie na tobie wygląda. Zakładaj i nie marudź. - zakomenderowała.
Kiedy wyszłam z przymierzalni, moja towarzyszka obleciała mnie wzrokiem i pokręciła przecząco głową. 
- Niee, zdecydowanie nie mięta... - mruknęła - Zmierz jeszcze ten malinowy.
W końcu po wielkim namyśle wybrałyśmy łososiowy. Wyszłam ze sklepu z kwaśną miną, bo nie byłam zachwycona kosmiczną ceną kostiumu.
- Jeszcze mi za to podziękujesz! - pocałowała mnie w policzek i otworzyła drzwi taksówki.  
Kiedy dojechałyśmy do mieszkania padłyśmy wykończone na kanapę. Wokół nas walały się ubrania, te nowe i te spakowane, talerze i jak zwykle brudne skarpetki.         
- Myślisz, że w tym hotelu będzie sprzątaczka? - spytałam, rzucając różową stopką w przyjaciółkę.
- Nie wiem, mam nadzieję, że tak. Nie wytrzymam codziennego sprzątania tego syfu. - mruknęła i wyszła do kuchni.   

 ________________________________________________________
Jest i 2 rozdział :) Mam nadzieję, że wam się podoba. Liczę na szczere komentarze. Kolejnego parta dodam w środę, więc długo czekać nie musicie. Żegnam się z wami cieplutko i trzymam kciuki za nasze pszczółeczki jutro , pozdrawiam Sognante xo :* 

piątek, 17 maja 2013

1 - Unexpected surprise

4 lata później 

 -Gabriella! Spóźnisz się na wykłady! -usłyszałam zachrypnięty głos mojej przyjaciółki. Obróciłam się na lewy bark i  otworzyłam oczy, lustrując ją wzrokiem. Stała obok mojego łóżka w różowym szlafroku i kubkiem parującej kawy. Jej twarz była blada, a ciemne oczy mocno podkrążone, jednak mimo niewyspania uśmiechała się promiennie i wręcz zarażała swoim optymizmem. 
- Wstaniesz? Czy mam zasięgnąć bardziej radykalnych metod? - wykrzywiła się w złośliwym uśmieszku, na co oberwała z puchatej poduszki. Podniosłam się z miejsca i spojrzałam przez okno. Nad Warszawą wisiała biała mgła, nadając całemu krajobrazowi nieprzyjemnego wyglądu. W Polsce takie poranki były codziennością, więc zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Westchnęłam tylko ciężko i pomaszerowałam do kuchni. Amelia siedziała już przy stole, pałaszując płatki i wpatrywała się w program, nadawany w telewizji. Omiotłam obojętnym wzrokiem nasz salon, w którym panował ogromny bałagan i wyjęłam z lodówki butelkę soku. 
- Trzeba będzie tu posprzątać. - zagaiłam i upiłam łyk napoju, dosiadając się do stołu.
- Jak wrócisz ze szkoły będzie dawno posprzątane. - rzuciła pomiędzy kolejnymi kęsami śniadania.
- Jesteś chora, nie powinnaś się nadwyrężać. - zauważyłam.
- Przestań, od zbierania brudnych talerzy i skarpetek z podłogi, nikomu jeszcze nic się nie stało. - posłała mi ciepły uśmiech, który w sekundę przerodził się twór kształtem przypominający ogromne "o". 
- Matko boska, zobacz kto jest w telewizji! - krzyknęła i wskazała ręką na urządzenie - To przecież twój Goetze! - piszczała jak opętana.
Niechętnie przeniosłam wzrok z drobinek pomarańczy, pływających w soku na telewizor. Kiedy go zobaczyłam serce mi się ścisnęło, a do oczu napłynęły łzy. To był Mario, Mario, który zostawił mnie cztery lata temu przy schodach pięknego hotelu, aby spełnić najskrytsze marzenia. Ten melodyjny głos i śliczny uśmiech rozpoznałabym wszędzie.
- Am, błagam, przełącz to... - poprosiłam drżącym głosem, jednak dziewczyna pozostała głucha na moją prośbę. Tak jak ja z niedowierzaniem wpatrywała się piksele tańczące po ekranie, w odstępach głośno przełykając ślinę. Kiedy wywiad się skończył obie popatrzyłyśmy na siebie ze smutkiem. Dziewczyna przysunęła się do mnie i delikatnie objęła ramieniem, chcąc jakoś mnie pocieszyć. Wiedziała jak bardzo go kochałam i nie chciała bym cierpiała.
- Słuchaj Gab, nie możesz tak więcej reagować.  Rozumiem, że Mario znaczy dla ciebie bardzo dużo, ale musisz zrozumieć, że płaczem niczego nie wskórasz, a tym bardziej nie przywrócisz go tutaj. Musisz przestać o nim myśleć, to już przeszłość, na pewno znajdziesz równie fajnego chłopaka. Ogarnij się, słyszysz? - po raz kolejny doświadczyłam jej nagminnej wrażliwości. Dała mi lekką sójkę w bok i odgarnęła za ucho niesforny kosmyk moich ciemnych włosów. Pokiwałam tylko niechętnie głową i poczłapałam do łazienki, aby przygotować się do zajęć. 
Kiedy wybiła piętnasta wszyscy uczniowie mojej klasy z entuzjazmem opuścili salę lekcyjną. Na ustach każdego z nich malował się uśmiech zadowolenia i szczęścia, tylko ja jak zawsze byłam znudzona życiem i przygnębiona. Przed oczami cały czas miałam piłkarza. Piłkarza, który... 
- Panno Kochmańska, mogłaby pani poświęcić mi minutkę? - z zamyśleń wyrwał mnie baryton profesora Sławińskiego.  Z niechęcią odwróciłam się do nauczyciela psychologii, oczekując najgorszego.
- Wiem, że skończyliście już lekcje dlatego nie będę owijał w bawełnę, na pewno śpieszy się pani do domu. - mrugnął w moją stronę - Widzę, że jest pani bardzo zaangażowana w zajęcia, odrabia każde zadanie, wykonuje pracę projektową i aktywnie uczestniczy w praktykach psychologicznych. Pomyślałem sobie, że idealną alternatywą dla uczących się zawodu psychologa sportowego studentek, byłyby praktyki z osobami, które pomocy psychologa naprawdę potrzebują. W zeszłym tygodniu zadzwoniłem do pana Jurgena Kloppa z zapytaniem o miesięczną pracę w Dortmundzie, jako psycholog piłkarzy. Prawie natychmiastowo się zgodził, bo stwierdził, że przed ważnymi meczami zawodnicy powinni się całkowicie odstresować. Razem z panną Nowaczyk zamieszkałybyście w luksusowym hotelu tuż obok Westfalenstadion, w którym przebywaliby również zawodnicy Borussii. Oczywiście dostałybyście za to wszystko należyte wynagrodzenie, a pobyt w Niemczech byłby przeze mnie odpowiednio opłacony. Myślę, że byłby to dobry sprawdzian przed zajęciem posady psychologa sportowego, którym chciałybyście, jak przypuszczam, zostać w przyszłości. - Tu zakończył swój monolog i spojrzał na mnie, oczekując jakiejkolwiek reakcji. 
- Jest to naprawdę bardzo interesująca oferta i myślę, że Amelii również by się spodobała, ale musiałabym wpierw dokładnie z nią to uzgodnić. Mogłybyśmy się z panem jutro skontaktować? - spytałam, przeczesując włosy palcami. 
- Ależ nie ma najmniejszego problemu! - zadowolony zatarł ręce i z uśmiechem dodał - Byłaby to taka "mała" - w powietrzu zrobił cudzysłów - nagroda za całoroczną ciężką pracę. Byłbym naprawdę niezmiernie ukontentowany.  
- Dobrze, w takim razie proszę oczekiwać telefonu jutro do południa. - uśmiechnęłam się i z mieszanymi uczuciami opuściłam gmach szkoły.  

I co sądzicie o pierwszym rozdziale? :) Początki są zawsze najtrudniejsze, ale wierzę, że dzięki wam wszystko pójdzie jak z płatka. Kolejnego rozdziału dopatrujcie się w okolicach środy, czwartku, zależy kiedy znajdę dla was czas! Zapraszam też przy okazji na mojego drugiego bloga, na którym piszę opowiadania o One Direction! Ściskam wam mocno, Sognante.